sobota, 26 marca 2011

to juz jest koniec...

Hello!

Przezylismy trekking, uniknelismy lawin, zobaczylismy tak wielkie gory, ze do glowy przychodzil tylko jeden komentarz, ktorego nie wypada mi tu cytowac i po 9 dniach z dala od cywilizacji, komputerow, komorek i samochodow wrocilismy do Pokhary. Nie bede sie moze teraz rozpisywac nad tym, co dzialo sie w trakcie trekkingu, przyjdzie na to pora pozniej, najwazniejsze jest to, ze udalo sie w stu procentach, zadne z nas nic sobie nie skrecilo, choroba wysokosciowa dotknela nas w minimalnym stopniu (wlasciwie nie dotknela) i zdobylismy nasz cel - czyli Annapurna Base Camp. Utknelismy tam nawet na jeden dzien, poniewaz bardzo chcielismy obejrzec widoki i stanac twarza w twarz z piekna Anna, a niestety kiedy domaszerowalismy do Campu zobaczylismy tylko gesta mgle (tzn chmury). Warto bylo sie wynudzic i wymarznac przez te kilkadziesiat godzin, bo widoki trzeciego dnia rano odbieraly mowe.
W Pokharze przesiedzielismy jeden dzien dochodzac do siebie i zastanawialismy sie co zrobic z czasem, ktory nam pozostal do wyjazdu. No, ale wybor byl w sumie oczywisty! Co robic w Nepalu, jak nie jechac na rafting?! Wybralismy opcje na 3 dni i chociaz polowa naszej ekipy nigdy nie probowala jeszcze tego typu atrakcji i troche obawiala sie wpadania do zimnej wody (to ta mniejsza polowa oczywiscie), ruszylismy na podboj Kali Gandaki! Bylo suuuuper, ekstra, cudownie i jeszcze wiele innych epitetiow, ktorych nie wypada mi cytowac (tak, strasznie zdziczelismy na tym wyjezdzie, hehe). Wrocilismy troche poobijani, poniewaz zachcialo nam sie wywrotki pontonu na sam koniec splywu, (zachcialo to dobre slowo, bo spokojnie mozna jej bylo uniknac), ale bardzo zadowoleni i z planami na przyszlosc. A w ogole to jesli ktos ma problem, gdzie wybrac sie na wakacje, to niech juz przestanie sie glowic i jedzie do Nepalu, bo chyba ciezko sie rozczarowac tym krajem, tymi ludzmi, tymi widokami i tym jedzeniem i atrakcjami, ktore sa tutaj w rozmiarze XXL!

A teraz dochodzimy do siebie po raftingu, postanowilismy do konca wyjazdu nie robic juz nic i nudzic sie ile tylko damy rade, bo po pierwsze czeka nas baaardzo dlugi powrot do domu (3 dni - w Warszawie jestesmy 30 marca), czeka nas duzo obowiazkow w domu (nie warto pisac) i bardzo nam zal konca wakacji! Badzcie dla nas wyrozumiali jesli bedziemy chodzic nie w sosie przez nastepny miesiac i jesli bedziemy mowic tylko o naszym wyjezdzie ... Po tym jak latalismy balonem w Laosie, moja Mama spytala: "Dziecko, jak wy wrocicie do normalnego zycia?" Dopiero zaczyna do mnie docierac sens tych slow. Nie mam zielonego pojecia jak :)

DO ZOBACZENIA!!!!

8 komentarzy:

  1. Cieszę się, że juz wracacie. Danusia, brakuje nam Ciebie (Bartka nie znam, niestety, ale gdybym znała, też by mi brakowało!). Całuję - ciocia DW.

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie - już zaczynałem się niepokoić :-) że wam się komputer zepsuł. Myślę, że po powrocie będziecie mieli po jakimś czasie dość opowiadania o swoich wakacjach - ja nie odpuszczę najwyżej wezmę urlop żeby wszystkiego wysłuchać. TP

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Kochani, jak Wy oboje przejdziecie do codziennosci ? To jest jedno WIELKIE PYTANIE ?
    Gdzie Wy oboje na co dzien bedziecie mieli takie mozliwosci koczowania jak przez te 4 miesiace na luzach ? Jestesmy prawie , ze pewni...ze za niedlugo wyruszycie ponownie do krainy przygöd, ktöra tak mocno Was zafascynowala i bedziemy mieli ponownie swietne doniesienia z Waszych Wspanialych przygöd !
    W ostatnim etapie Waszych przygöd z Dzika woda i pontonem przezyliscie chwile grozy, ale to opiszecie nam w swoich nastepnych felietonach z tego odcinka Waszych zmagan ! A pöki co .....uwazajcie na siebie , bo licho nie spi , przlatujcie do Kraju calo i zdrowo,bo wypoczywac bedziecie dopiero w Polsce ! Ha ! Ha ! Czekamy na Wasze dalsze doniesienia !
    Wasz Fan Club z Düren ciocia Ela i Adam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czas pokaże, jakie wnioski zostaną wyciągnięte z tej sytuacji. O przyszłości trzeba zacząć myśleć już dziś. Ze stadionu w Pokharze żegna Państwa Dariusz Szpakowski.

    Wracajcie bez turbulencji!

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się że przygoda życia wam się udała. Strasznie szybko ten czas minął- aż trudno uwierzyć, że już w środę zawitacie w stolicy. Niemniej jednak raczej nikt nie będzie wam w stanie dorównać tych przeżyć :)

    Pozdrawiam!
    Diana

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też się cieszę, że wracacie.To co przeżyliście jest nie do odebrania.Już się boję co nowego wymyślicie. :).Całuję mocno.Mama Isia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, co wymyślą to wymyślą. Młodzi są, dadzą radę!!! Czekam na dalsze (moja SIOSTRA będzie miała mi za złe (a może razem??? zazłe - nie!!!). Co przeżyli, to Ich. Gdybym ja była młoda (i zdrowa)... Ciocia DW

    OdpowiedzUsuń
  8. Halo!! a gdzie sa zdjecia z Nepalu... ???
    Juz nie mozemy sie doczekac! :D

    Buzi!

    OdpowiedzUsuń