Hello!
Przezylismy trekking, uniknelismy lawin, zobaczylismy tak wielkie gory, ze do glowy przychodzil tylko jeden komentarz, ktorego nie wypada mi tu cytowac i po 9 dniach z dala od cywilizacji, komputerow, komorek i samochodow wrocilismy do Pokhary. Nie bede sie moze teraz rozpisywac nad tym, co dzialo sie w trakcie trekkingu, przyjdzie na to pora pozniej, najwazniejsze jest to, ze udalo sie w stu procentach, zadne z nas nic sobie nie skrecilo, choroba wysokosciowa dotknela nas w minimalnym stopniu (wlasciwie nie dotknela) i zdobylismy nasz cel - czyli Annapurna Base Camp. Utknelismy tam nawet na jeden dzien, poniewaz bardzo chcielismy obejrzec widoki i stanac twarza w twarz z piekna Anna, a niestety kiedy domaszerowalismy do Campu zobaczylismy tylko gesta mgle (tzn chmury). Warto bylo sie wynudzic i wymarznac przez te kilkadziesiat godzin, bo widoki trzeciego dnia rano odbieraly mowe.
W Pokharze przesiedzielismy jeden dzien dochodzac do siebie i zastanawialismy sie co zrobic z czasem, ktory nam pozostal do wyjazdu. No, ale wybor byl w sumie oczywisty! Co robic w Nepalu, jak nie jechac na rafting?! Wybralismy opcje na 3 dni i chociaz polowa naszej ekipy nigdy nie probowala jeszcze tego typu atrakcji i troche obawiala sie wpadania do zimnej wody (to ta mniejsza polowa oczywiscie), ruszylismy na podboj Kali Gandaki! Bylo suuuuper, ekstra, cudownie i jeszcze wiele innych epitetiow, ktorych nie wypada mi cytowac (tak, strasznie zdziczelismy na tym wyjezdzie, hehe). Wrocilismy troche poobijani, poniewaz zachcialo nam sie wywrotki pontonu na sam koniec splywu, (zachcialo to dobre slowo, bo spokojnie mozna jej bylo uniknac), ale bardzo zadowoleni i z planami na przyszlosc. A w ogole to jesli ktos ma problem, gdzie wybrac sie na wakacje, to niech juz przestanie sie glowic i jedzie do Nepalu, bo chyba ciezko sie rozczarowac tym krajem, tymi ludzmi, tymi widokami i tym jedzeniem i atrakcjami, ktore sa tutaj w rozmiarze XXL!
A teraz dochodzimy do siebie po raftingu, postanowilismy do konca wyjazdu nie robic juz nic i nudzic sie ile tylko damy rade, bo po pierwsze czeka nas baaardzo dlugi powrot do domu (3 dni - w Warszawie jestesmy 30 marca), czeka nas duzo obowiazkow w domu (nie warto pisac) i bardzo nam zal konca wakacji! Badzcie dla nas wyrozumiali jesli bedziemy chodzic nie w sosie przez nastepny miesiac i jesli bedziemy mowic tylko o naszym wyjezdzie ... Po tym jak latalismy balonem w Laosie, moja Mama spytala: "Dziecko, jak wy wrocicie do normalnego zycia?" Dopiero zaczyna do mnie docierac sens tych slow. Nie mam zielonego pojecia jak :)
DO ZOBACZENIA!!!!
sobota, 26 marca 2011
sobota, 12 marca 2011
Danusia i Bartek na tropach Yeti.
Hello, pozdrawiamy z Nepalu, gdzie szczesliwie dotarlismy wczoraj po niezliczonych godzinach spedzonych w samolotach i na lotnisku. Jest tak jak sie spodziewalismy - dziko, brudno i super fajnie! Ludzie tak samo mili jak w Birmie i Laosie, naciagacze nie tak natarczywi jak w poprzednich krajach i w koncu nowe smaki jedzenia (bo noodli i ryzu ze smazonym kurakiem juz nie moglismy...)!! Jutro ruszamy w gory na trekking, nie bedzie nas od 8 do 12 dni, w zaleznosci od tego jaka bedzie forma i pogoda. Trzymajcie kciuki. paaaa
czwartek, 10 marca 2011
Kilka fot o Myanmarze Wam teraz pokaze
![]() |
| Golden Rock - trzyma sie tam dzieki wlosowi Buddhy |
![]() |
| po szame |
![]() |
| odpicowane zabytki w Myanmarze? NOT! |
![]() |
| byc blisko boga? bezcenne |
![]() |
| monk-ey bridge |
![]() |
| rybak o dluuuugich nogach |
![]() |
| dawno nie bylo zachodu slonca? oto i on! :P |
![]() |
| bojowki walczace o demokracje w Myanmarze. w tym momencie walczace jednak z pylem w autobusie |
![]() |
| Bagan - 4000 swiatyn. Angkor Wat wysiada... |
![]() |
| nasz Bagan Express. oficjalny autobus Ligi Mistrzow UEFA. biedaczek zepsul sie po 8h jazdy. |
![]() |
| duzo dlugich lodek |
![]() |
| rowerek na komunie? w Myanmarze dostajesz wola. |
![]() |
| tez sie zastanawialismy czy po kazdych narodzinach/zgonie tablica jest aktualizowana... |
![]() |
| wizyta w domu plemienia Shan |
![]() |
| podroze w lupince |
![]() |
| do najblizszego supermarketu jakies 300km wiec jedzenie na kolacje trzeba sobie zalatwic samemu |
![]() |
| Inle Lake - unikalny sposob wioslowania noga |
![]() |
| z cyklu "prawie jak": Wenecja |
![]() |
| faja totalnie BEZPOSREDNIO od producenta |
![]() |
| w labiryncie kanalow Inle Lake |
![]() |
| pod pewnymi wzgledami Myanmar chyli sie ku upadkowi |
"Myanmar - it's all about people."
Wrocilismy juz z Birmy do domu, tzn Bangkoku - jestesmy tu juz 3 raz i czujemy sie prawie jak u siebie.
W Myanmarze - Birmie bylo tak jak sie spodziewalismy - fantastycznie i z wieloma przygodami. Niestety nie damy rady wszystkiego teraz opisac - mysle, ze musialabym spedzic przed komputerem kilkanascie godzin, a nie mamy na to ani czasu, ani ochoty (w koncu sa wakacje ;) ). Tak wiec pelne relacje z Birmy, dla tych, ktorzy beda zainteresowani tym jak bylo, pojawia sie na blogu juz po naszym powrocie do Polski. Jutro z samego rana (znow wyjazd z hotelu o 4 - jupi) lecimy do New Delhi, koczujemy tam trzy godziny i przesiadamy sie na samolot do Kathmandu. Tam pewnie tez nie za bardzo bedziemy miec czas na internet, poniewaz na drugi dzien po przylocie ruszamy do Pokhary, a potem w miare szybko na trekking w Himalaje!! Jestesmy super podekscytowani, bo to jeden z hajlajtow naszego wyjazdu. Juz nawet pal licho, ze tyle czasu trzeba bedzie spedzic w samolocie (brr).
Wracajac do Birmy udalo nam sie zobaczyc wlasciwie wszystko, co sobie zaplanowalismy. Co prawda jezdzilismy po niej zygzakiem, a nie tak jak normalni ludzie po kolei, ale wybierajac taki kraj jak Myanmar, trzeba spodziewac sie nieprzewidzianych akcji i sytuacji. Co jest najwspanialszego w tym kraju? Ludzie. Ludzie o tak pieknym i szerokim usmiechu, tak sympatyczni, ze jak sie na nich patrzy, to od razu w mozgu wydziela sie jakas masa endorfin. Birma jest tez krajem, w ktorym czas sie zatrzymal, rolnicy pracuja na polu drewnianym plugiem zaprzegnietym do wola, a ludzie mieszkaja w bambusowych chatach. To kraj, w ktorym jezdzi sie 50-letnimi samochodami, 120 km przebywa sie 8 h w autobusie, do ktorego pomimo szczelnych okien dostaja sie tumany kurzu i kraj, gdzie kobiety chodza z twarzami wysmarowanymi glinka, a mezczyzni zuja betel i wszedzie pluja czerwona jak krew slina. To rowniez kraj, ktory od wielu lat rzadzony jest przez junte wojskowa, utrudniajaca zwyklym obywatelom zycie, hamujaca rozwoj kraju i utrzymujaca go w biedzie i niepokoju. A bieda jest straszna. Ludzie zyja w warunkach naprawde skrajnych, na co oczywiscie bardzo ciezko patrzec.
A co odwiedzilismy w Birmie? Zaraz po przylocie do Rangonu wsiedlismy do autobusu, nie wjezdzajac nawet do miasta i ruszylismy do Kyaiktiyo, zobaczyc zloty kamien dyndajacy na brzegu skaly - nie wiadomo za bardzo jak on sie tam trzyma, co nie przeszkodzilo birmanczykom zbudowac na jego czubku stupe. Nastepnie chcielismy jechac do Kalaw i Inle Lake, ale przez przypadek wyladowalismy w Mandalay (obiecuje szczegolowe relacje po powrocie). Potem znow chcielismy jechac do Inle Lake, ale wyladowalismy w Bagan... Potem w koncu wyladowalismy w nieszczesnym Inle Lake, gdzie na roznorakich aktywnosciach spedzilismy kilka dni, a nastepnie wrocilismy do Rangonu, gdzie spedzilismy dwa ostatnie dni. Dwa tygodnie minely nam niezwykle szybko i troche zal bylo wyjezdzac, pewnie pare rzeczy mielibysmy ochote tam jeszcze zrobic...
Na pytanie czy jechac do Birmy jest tylko jedna odpowiedz: jechac, ALE... przygotowac sie na niewygody i podrozowac odpowiedzialnie, wspierajac prywatne osoby i jak najmniej pieniedzy pompowac do kasy rzadu. Obszerniej napiszemy o tym pozniej.
A teraz zegnam sie juz, pora sie spakowac i zobaczyc czy miescimy sie w 20 kg :) Troche tych manatkow sie nazbieralo przez te trzy miesiace.
Pozdrawiamy naszych aktywnych fanow - komentatorow bloga - bardzo zawsze sie cieszymy z kazdej pozostawionej wiadomosci :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















