Jak sie pozniej mialo okazac, nie do konca goodbye, ale tak nam sie wydawalo w chwili kiedy opuszczalismy Rosje. Na granicy mielismy jeszcze okazje zasmakowac typowego biurokratycznego, postsowieckiego przerostu formy nad trescia. Paszporty sprawdzano nam 4 razy! Natomiast milo zaskoczyla nas pani celnik, ktora byla niemalze mila i pare razy sie nawet usmiechnela, i powiedziala jeden komplement! Niestety nie do konca wiedziala co zrobic z naszymi rejestracjami z Moskwy (kazdy obcokrajowiec ma obowiazek zameldowania sie w trakcie pobytu w Rosji, co jest sprawdzane przy wyjezdzie z kraju oraz uprzykrza zycie turystom). Musiala zawolac pomocnikow - dwie inne panie i pare minut debatowaly nad tym co z nami zrobic. Nie obawialismy sie AZ TAK bardzo, bo wszelkich formalnosci dopelnialismy
skrupulatnie. Jednak jak powszechnie wiadomo w Rosji nigdy nic nie wiadomo, a nie mielismy juz rubli na lapowki :) Pani celnik rownie duzo czasu poswiecila na lustrowanie naszych twarzy i porownywanie ich ze zdjeciami, co bylo dosyc smieszne, ale tez troche krepujace.
Patrzenie na twarz i na zdjecie dzielila na kilka etapow, zaczynajac chyba od czubka glowy/wlosow. Nie wiem czego chciala sie dopatrzec i czy faktycznie jest w stanie stwierdzic, ze my to my, ale miala pewnie poczucie dobrze spelnionego obowiazku, a my pozniej temat do zartow.
Z Rosji wyjechalismy bez wiekszego zalu, zwlaszcza, ze czekala na nas Mongolia (fajnie w przeciagu tygodnia spelnic dwa swoje wielkie marzenia - polecam). Pozostalo duzo wspomnien i kilka refleksji, nie zawsze wesolych. Na pewno duze wrazenie robi kontrast miedzy bieda i
bogactwem, co widoczne bylo zwlaszcza w Moskwie. Samochody drogie, ekskluzywne i absolutnie nie do zobaczenia w Polsce (oraz tworzace kilkugodzinne korki), przejezdzajace obok bezdomnych, pijakow i zebrakow i biednych babuszek probujacych przehandlowac cokolwiek za
kilka rubli. To pierwsza reflekcja - druga to ten okropny brak usmiechu. Nie moglam przestac sie dziwic jak to mozliwe, ze nikt sie do nikogo nie usmiecha - przynajmniej w szeroko pojetych kontaktach sluzbowych. Zadna pani w sklepie, ani razu nawet nie probowala imitowac grymasu usmiechu, nie mowiac juz o urzednikach, sprzedawcach biletow, konduktorach. Raz tylko usmiechali sie policjanci, kiedy chcieli wyludzic lapowke... Rzecz ma sie zupelnie inacze, kiedy wchodzi sie z ludzmi w kontakty prywatne. Porafia byc naprawde serdeczni i pomocni, probuja zrobic wszystko co w ich mocy, byle tylko rozwiazac twoj problem. Oni nie maja problemu z usmiechem - pokazuja chetnie zlote lub nadpsute zeby i jest to absolutnie urocze. No coz urzednicy maja widocznie poczucie, ze nie ma potrzeby sie wysilac, bo moze wysilenie sie i bycie sympatycznym zostanie opacznie zrozumiane, a moze trzeba ciagle sprawiac wrazenie, ze bez lapowki nic sie nie da zalatwic... Nie wiem, ale chyba jednak bylismy tam zbyt krotko, zeby rozwiklac te zagadke. I jeszcze ostatnia refleksja - na temat mlodziezy. Z kimkolwiek bysmy nie rozmawiali, mowili nam o tym jak bardzo by chcieli podrozowac. Kazdy z tych mlodych ludzi
opowiadal nam o problemach, ktore pietrza sie przed przecietnym Rojaninem, ktory chce wyjechac za granice. Problemy z otrzymaniem wizy, a przede wszystkim koszty podrozy sprawiaja, ze wielu z ich moze tylko pomarzyc. Dimitri z hostelu w Irkucku powiedzial nam, ze chociaz pracujac w takim miejscu ma jakis kontakt z podrozami. Uwierzcie, ze przykro bylo tego sluchac. Tak samo jak niekonczacych sie opowiesci Zeni (w pociagu) o tym jak byla 8 lat temu w Egipcie - jedyny raz, kiedy byla za granica, i o tym jak bardzo by chciala pojechac do Stanow odwiedzic kuzynke i jak bardzo jest to niemozliwe... Najbardziej zaskakujace w tym wszystkim jest jednak to, ze pomimo tylu niedogodnosci, ktore serwuje im Ojczyzna, wszyscy wyrazaja sie o Rosji bardzo dobrze i mowia, ze nie zamieniliby jej na zaden inny kraj, ze ja kochaja, itd.
No coz, dla nas to po prostu kraj kontrastow.
skrupulatnie. Jednak jak powszechnie wiadomo w Rosji nigdy nic nie wiadomo, a nie mielismy juz rubli na lapowki :) Pani celnik rownie duzo czasu poswiecila na lustrowanie naszych twarzy i porownywanie ich ze zdjeciami, co bylo dosyc smieszne, ale tez troche krepujace.
Patrzenie na twarz i na zdjecie dzielila na kilka etapow, zaczynajac chyba od czubka glowy/wlosow. Nie wiem czego chciala sie dopatrzec i czy faktycznie jest w stanie stwierdzic, ze my to my, ale miala pewnie poczucie dobrze spelnionego obowiazku, a my pozniej temat do zartow.
Z Rosji wyjechalismy bez wiekszego zalu, zwlaszcza, ze czekala na nas Mongolia (fajnie w przeciagu tygodnia spelnic dwa swoje wielkie marzenia - polecam). Pozostalo duzo wspomnien i kilka refleksji, nie zawsze wesolych. Na pewno duze wrazenie robi kontrast miedzy bieda i
bogactwem, co widoczne bylo zwlaszcza w Moskwie. Samochody drogie, ekskluzywne i absolutnie nie do zobaczenia w Polsce (oraz tworzace kilkugodzinne korki), przejezdzajace obok bezdomnych, pijakow i zebrakow i biednych babuszek probujacych przehandlowac cokolwiek za
kilka rubli. To pierwsza reflekcja - druga to ten okropny brak usmiechu. Nie moglam przestac sie dziwic jak to mozliwe, ze nikt sie do nikogo nie usmiecha - przynajmniej w szeroko pojetych kontaktach sluzbowych. Zadna pani w sklepie, ani razu nawet nie probowala imitowac grymasu usmiechu, nie mowiac juz o urzednikach, sprzedawcach biletow, konduktorach. Raz tylko usmiechali sie policjanci, kiedy chcieli wyludzic lapowke... Rzecz ma sie zupelnie inacze, kiedy wchodzi sie z ludzmi w kontakty prywatne. Porafia byc naprawde serdeczni i pomocni, probuja zrobic wszystko co w ich mocy, byle tylko rozwiazac twoj problem. Oni nie maja problemu z usmiechem - pokazuja chetnie zlote lub nadpsute zeby i jest to absolutnie urocze. No coz urzednicy maja widocznie poczucie, ze nie ma potrzeby sie wysilac, bo moze wysilenie sie i bycie sympatycznym zostanie opacznie zrozumiane, a moze trzeba ciagle sprawiac wrazenie, ze bez lapowki nic sie nie da zalatwic... Nie wiem, ale chyba jednak bylismy tam zbyt krotko, zeby rozwiklac te zagadke. I jeszcze ostatnia refleksja - na temat mlodziezy. Z kimkolwiek bysmy nie rozmawiali, mowili nam o tym jak bardzo by chcieli podrozowac. Kazdy z tych mlodych ludzi
opowiadal nam o problemach, ktore pietrza sie przed przecietnym Rojaninem, ktory chce wyjechac za granice. Problemy z otrzymaniem wizy, a przede wszystkim koszty podrozy sprawiaja, ze wielu z ich moze tylko pomarzyc. Dimitri z hostelu w Irkucku powiedzial nam, ze chociaz pracujac w takim miejscu ma jakis kontakt z podrozami. Uwierzcie, ze przykro bylo tego sluchac. Tak samo jak niekonczacych sie opowiesci Zeni (w pociagu) o tym jak byla 8 lat temu w Egipcie - jedyny raz, kiedy byla za granica, i o tym jak bardzo by chciala pojechac do Stanow odwiedzic kuzynke i jak bardzo jest to niemozliwe... Najbardziej zaskakujace w tym wszystkim jest jednak to, ze pomimo tylu niedogodnosci, ktore serwuje im Ojczyzna, wszyscy wyrazaja sie o Rosji bardzo dobrze i mowia, ze nie zamieniliby jej na zaden inny kraj, ze ja kochaja, itd.
No coz, dla nas to po prostu kraj kontrastow.
Bardzo to wszystko ciekawe. Ale gdzie zdjęcia.Całuję Was mocno wspaniali podróżnicy.Mama Isia.
OdpowiedzUsuńZdjęcia chyba już były (oprócz sauny - a to byłoby dopiero ciekawe!), czekamy na następne, czekamy i tęsknimy - ciocia Danusia i wuj Misiek.
OdpowiedzUsuńHej hej, WSZYSTKIM dziekujemy za mile komentarze. Zdjecia nowe beda niebawem tak jak i reszta relacji - niestety pisanie ich zajmuje baaardzo duzo czasu, a tak jak mowilas mi Mamo: najpierw zwiedzanie a potem pisanie :)
OdpowiedzUsuń