Irkuck przywital nas temperatura -33 stopni.
Nie byl to dla nas specjalny szok, poniewaz jak juz pisalam wczesniej,
w trakcie podrozy Transsibem moglismy obserwowac na dworcowych
termometrach, jak ze stacji na stacje maleje temperatura, a noc
wczesniej pobilismy juz nasz zyciowy rekord zimna.
Kiedy dojezdzalismy do Irkucka, wygladalam przez okno i myslalam
sobie, ze jak kiedys zamarznie pieklo, to bedzie wygladalo dokladnie
tak samo jak to co mialam przed oczami. Krajobraz byl przemrozony,
szary, co jakis czas mijalismy jakies pojedyncze budynki - najczesciej
ruiny, sterczace kikuty drzew i nie bylo ani jedenj zywej duszy.
Wygladalo to naprawde przygnebiajaco...
Kiedy wysiedlismy z pociagu, pomyslalam, ze nie jest tak zle, w koncu
cieplo sie ubralismy (czyli w wiekszosc ubran, ktore posiadalismy). Do
naszego hostelu ruszylismy pieszo. Wiem, ze caly czas pisze o tym jak
bardzo jest zimno i pewnie kazdy kolejny post wydaje sie powtorka
poprzedniego, ale to co tam przezywalam, to bylo cos niesamowitego.
Nie dalo rady oddychac bez szalika, szalik przymarzal do brody, rzesy
sklejaly sie ze soba i mozna je bylo rozdzielic tylko palcem na sile.
Dzinsy, ktorych nieopatrznie nie zmienilam na spodnie narciarskie,
staly sie zimna blacha, ktora parzyla (!!) w uda. Palce, pomimo
cieplych butow i dwoch par rekawiczek, zdretwialy po 5 minutach. Ten
mroz, to byla taka straszna bestia, ktora przenikala przez kazda
warstwe ubrania do samego szpiku kosci, gdzie moscila sobie przytulne
gniazdko i jeszcze dlugo po znalezieniu sie w cieplym pomieszczeniu
nie chciala go opuscic. To dosc dziwne uczucie, kiedy od godziny
siedzi sie w bardzo cieplym pokoju i czuje jak ze srodka organizmu
wychodzi na zewnatrz cale nagromadzone zimno. Tymczasem czekal nas
polgodzinny spacer do hostelu. Irkuck polozony jest nad rzeka Angara,
ktora wyglada dosc niesamowicie, gdyz w wyniku zetkniecia cieplejszej
mimo wszystko wody z bardzo zimnym powietrzem, cala rzeka paruje.
Niestety przez te rzeke wilgoc w miescie jest wszechobecna, tak wiec
odczuwalna temperatura mogla byc nawet o kilka stopni nizsza... Drugi
raz tego dnia pomyslalam o piekle... Na szczescie dzieki GPS-owi
wbudowanemu w glowe Bartka bezblednie dotarlismy do celu, nie patrzac
ani razu na mape. Troche sie obawialismy, czy nie zastaniemy hostelu
zamknietego na cztery spusty (majac w glowie moskiewska przygode),
jednak okazalo sie, ze wszystko jest w porzadku i drzwi otworzyl nam
kolejny juz Dimitri. Poniewaz waznym elementem naszej wyprawy jest
popadanie ze skrajnosci w skrajnosc, w lazience hostelu mielismy ruska
banie - bylo tak goraco, ze absolutnie nie dalo sie w niej oddychac.
Sporo czasu potrzebowalismy, zeby dojsc do siebie po porannym
spacerze, tak wiec dopiero po poludniu ruszylismy w miasto. Ubralismy
sie jeszcze cieplej, niestety za bardzo nam to nie pomoglo. Ludzie na
ulicach tez nie wygladali na bardzo szczesliwych, podobno tak niskie
temperatury nie zdarzaja sie w Irkucku zbyt czesto. Widzialam jednak
jedna osobe bez rekawiczek, a kobiety biegaly co prawda w grubych juz
rajstopach, ale za to w obuwiu, ktorego nie zalozylabym nawet przy -
5, czyli eleganckich kozaczkach na super cienkiej podeszwie i
obcasiku.
Irkuck jest dosc ladnym miastem, w ktorym pozostalo jeszcze duzo ze
starej drewnianej zabudowy, sprzed mniej wiecej stu lat. Niestety
wiekszosc tych domow jest bardzo zaniedbanych. Deski wyginaja sie, tak
wiec domy wygladaja na krzywe. Poza tym, postawione sa na terenach
objetych wieczna zmarzlina, tak wiec ziemia pod nimi zapada sie i
stoja troche ponizej ulicy. Sa za to pieknie zdobione, zwlaszcza
okiennice otoczone sa bardzo misternie rzezbionymi ornamentami. W
Irkucku sporo jest rowniez budynkow pamietajacych jeszcze XIX wiek,
bardzo porzadnie odnowionych i naprawde ladnych. W centrum miasta
panuje porzadek, ulice sa odsniezane, a na galeziach drzew i krzakach
osadza sie sliczna szadz (to tez dzieki rzece). Jest rowniez sporo
swiatyn, glownie prawoslawnych, chociaz sa tez dwa polskie koscioly -
w koncu Polacy chcac nie chcac (bardziej nie chcac) spedzili sporo
czasu na Syberii. W jednej z cerkwii mielismy okazje "podejrzec"
nabozenstwo, ktore bylo akurat w tym czasie odprawiane. Zostalismy w
przedsionku, nie chcac zaklocac spokoju modlacych sie ludzi, ale
widzielismy sporo przez otwarte drzwi. Wierni przed wejsciem do
swiatyni zegnaja sie kilka razy i klaniaja w pas. W trakcie
nabozenstwa rowniez bardzo czesto sie klaniaja. Odnosze wrazenie, ze
ta ich wiara jest bardzo zarliwa i ze naprawde przychodza do swiatyni
po to, zeby sie pomodlic, a nie tylko po to, zby spelnic religijny
obowiazek. Polazilismy sobie troche po miescie, ale nie trwalo to
bardzo dlugo (hmmm), zjedlismy cos (nie w Macu - trzymamy sie mocno
postanowienia) i ruszylismy do domu. Na nastepny dzien zaplanowalismy
wycieczke do Listwianki, malej wsi polozonej nad Bajkalem. Bylo troche
cieplej (-30), i nawet odnieslismy wrazenie, ze juz troche
przyzwyczailismy sie do tej temperatury. Poganalismy na dworzec
autobusowy i wsiedlismy do marszrutki, ktora w godzine miala nas
dowiezc na miejsce. Okazalo sie, ze nie caly Irkuck jest taki uroczy
jak centrum. Na przedmiesciach strasza bloki z "wiekszej" plyty ( w
Polsce sa z troche mniejszej) i brzydkie ulice. Listwianka okazala sie
wsia, ktora starszy swa uroda w kazdym miejscu, a Bajkal... no coz
moze pomine opis naszego pierwszego kontaktu z jeziorem. Podsumuje to
jednym zdaniem, tak, zeby juz za bardzo sie nie denerwowac :) :
moglismy zaobserwowac dokladnie to samo zjawisko, co nad Angara w
Irkucku. Zjedlismy za to pyszna wedzona rybe - omula, ktora jest
jednym z wielu endemicznych gatunkow zyjacych w wodach Bajkalu. To
nic, ze potem przez caly dzien wszystkie nasze ubrania pachnialy ryba,
a wraz z nimi caly nasz hostel. Podsumowanie wycieczki: Bajkal podobno
istnieje, musimy uwierzyc na slowo :)
Nastepnego dnia wstalismy bardzo rano, bo 6:30 i ruszylismy na dworzec
(tym razem juz tramwajem!), aby kontynuowac nasza podroz koleja
transsyberyjka do Bajkalska, gdzie czekaly na nas osniezone stoki i o
wiele wyzsze temperatury.
Irkuck pozegnal nas temperatura -33 stopni.
Nie byl to dla nas specjalny szok, poniewaz jak juz pisalam wczesniej,
w trakcie podrozy Transsibem moglismy obserwowac na dworcowych
termometrach, jak ze stacji na stacje maleje temperatura, a noc
wczesniej pobilismy juz nasz zyciowy rekord zimna.
Kiedy dojezdzalismy do Irkucka, wygladalam przez okno i myslalam
sobie, ze jak kiedys zamarznie pieklo, to bedzie wygladalo dokladnie
tak samo jak to co mialam przed oczami. Krajobraz byl przemrozony,
szary, co jakis czas mijalismy jakies pojedyncze budynki - najczesciej
ruiny, sterczace kikuty drzew i nie bylo ani jedenj zywej duszy.
Wygladalo to naprawde przygnebiajaco...
Kiedy wysiedlismy z pociagu, pomyslalam, ze nie jest tak zle, w koncu
cieplo sie ubralismy (czyli w wiekszosc ubran, ktore posiadalismy). Do
naszego hostelu ruszylismy pieszo. Wiem, ze caly czas pisze o tym jak
bardzo jest zimno i pewnie kazdy kolejny post wydaje sie powtorka
poprzedniego, ale to co tam przezywalam, to bylo cos niesamowitego.
Nie dalo rady oddychac bez szalika, szalik przymarzal do brody, rzesy
sklejaly sie ze soba i mozna je bylo rozdzielic tylko palcem na sile.
Dzinsy, ktorych nieopatrznie nie zmienilam na spodnie narciarskie,
staly sie zimna blacha, ktora parzyla (!!) w uda. Palce, pomimo
cieplych butow i dwoch par rekawiczek, zdretwialy po 5 minutach. Ten
mroz, to byla taka straszna bestia, ktora przenikala przez kazda
warstwe ubrania do samego szpiku kosci, gdzie moscila sobie przytulne
gniazdko i jeszcze dlugo po znalezieniu sie w cieplym pomieszczeniu
nie chciala go opuscic. To dosc dziwne uczucie, kiedy od godziny
siedzi sie w bardzo cieplym pokoju i czuje jak ze srodka organizmu
wychodzi na zewnatrz cale nagromadzone zimno. Tymczasem czekal nas
polgodzinny spacer do hostelu. Irkuck polozony jest nad rzeka Angara,
ktora wyglada dosc niesamowicie, gdyz w wyniku zetkniecia cieplejszej
mimo wszystko wody z bardzo zimnym powietrzem, cala rzeka paruje.
Niestety przez te rzeke wilgoc w miescie jest wszechobecna, tak wiec
odczuwalna temperatura mogla byc nawet o kilka stopni nizsza... Drugi
raz tego dnia pomyslalam o piekle... Na szczescie dzieki GPS-owi
wbudowanemu w glowe Bartka bezblednie dotarlismy do celu, nie patrzac
ani razu na mape. Troche sie obawialismy, czy nie zastaniemy hostelu
zamknietego na cztery spusty (majac w glowie moskiewska przygode),
jednak okazalo sie, ze wszystko jest w porzadku i drzwi otworzyl nam
kolejny juz Dimitri. Poniewaz waznym elementem naszej wyprawy jest
popadanie ze skrajnosci w skrajnosc, w lazience hostelu mielismy ruska
banie - bylo tak goraco, ze absolutnie nie dalo sie w niej oddychac.
Sporo czasu potrzebowalismy, zeby dojsc do siebie po porannym
spacerze, tak wiec dopiero po poludniu ruszylismy w miasto. Ubralismy
sie jeszcze cieplej, niestety za bardzo nam to nie pomoglo. Ludzie na
ulicach tez nie wygladali na bardzo szczesliwych, podobno tak niskie
temperatury nie zdarzaja sie w Irkucku zbyt czesto. Widzialam jednak
jedna osobe bez rekawiczek, a kobiety biegaly co prawda w grubych juz
rajstopach, ale za to w obuwiu, ktorego nie zalozylabym nawet przy -
5, czyli eleganckich kozaczkach na super cienkiej podeszwie i
obcasiku.
Irkuck jest dosc ladnym miastem, w ktorym pozostalo jeszcze duzo ze
starej drewnianej zabudowy, sprzed mniej wiecej stu lat. Niestety
wiekszosc tych domow jest bardzo zaniedbanych. Deski wyginaja sie, tak
wiec domy wygladaja na krzywe. Poza tym, postawione sa na terenach
objetych wieczna zmarzlina, tak wiec ziemia pod nimi zapada sie i
stoja troche ponizej ulicy. Sa za to pieknie zdobione, zwlaszcza
okiennice otoczone sa bardzo misternie rzezbionymi ornamentami. W
Irkucku sporo jest rowniez budynkow pamietajacych jeszcze XIX wiek,
bardzo porzadnie odnowionych i naprawde ladnych. W centrum miasta
panuje porzadek, ulice sa odsniezane, a na galeziach drzew i krzakach
osadza sie sliczna szadz (to tez dzieki rzece). Jest rowniez sporo
swiatyn, glownie prawoslawnych, chociaz sa tez dwa polskie koscioly -
w koncu Polacy chcac nie chcac (bardziej nie chcac) spedzili sporo
czasu na Syberii. W jednej z cerkwii mielismy okazje "podejrzec"
nabozenstwo, ktore bylo akurat w tym czasie odprawiane. Zostalismy w
przedsionku, nie chcac zaklocac spokoju modlacych sie ludzi, ale
widzielismy sporo przez otwarte drzwi. Wierni przed wejsciem do
swiatyni zegnaja sie kilka razy i klaniaja w pas. W trakcie
nabozenstwa rowniez bardzo czesto sie klaniaja. Odnosze wrazenie, ze
ta ich wiara jest bardzo zarliwa i ze naprawde przychodza do swiatyni
po to, zeby sie pomodlic, a nie tylko po to, zby spelnic religijny
obowiazek. Polazilismy sobie troche po miescie, ale nie trwalo to
bardzo dlugo (hmmm), zjedlismy cos (nie w Macu - trzymamy sie mocno
postanowienia) i ruszylismy do domu. Na nastepny dzien zaplanowalismy
wycieczke do Listwianki, malej wsi polozonej nad Bajkalem. Bylo troche
cieplej (-30), i nawet odnieslismy wrazenie, ze juz troche
przyzwyczailismy sie do tej temperatury. Poganalismy na dworzec
autobusowy i wsiedlismy do marszrutki, ktora w godzine miala nas
dowiezc na miejsce. Okazalo sie, ze nie caly Irkuck jest taki uroczy
jak centrum. Na przedmiesciach strasza bloki z "wiekszej" plyty ( w
Polsce sa z troche mniejszej) i brzydkie ulice. Listwianka okazala sie
wsia, ktora starszy swa uroda w kazdym miejscu, a Bajkal... no coz
moze pomine opis naszego pierwszego kontaktu z jeziorem. Podsumuje to
jednym zdaniem, tak, zeby juz za bardzo sie nie denerwowac :) :
moglismy zaobserwowac dokladnie to samo zjawisko, co nad Angara w
Irkucku. Zjedlismy za to pyszna wedzona rybe - omula, ktora jest
jednym z wielu endemicznych gatunkow zyjacych w wodach Bajkalu. To
nic, ze potem przez caly dzien wszystkie nasze ubrania pachnialy ryba,
a wraz z nimi caly nasz hostel. Podsumowanie wycieczki: Bajkal podobno
istnieje, musimy uwierzyc na slowo :)
Nastepnego dnia wstalismy bardzo rano, bo 6:30 i ruszylismy na dworzec
(tym razem juz tramwajem!), aby kontynuowac nasza podroz koleja
transsyberyjka do Bajkalska, gdzie czekaly na nas osniezone stoki i o
wiele wyzsze temperatury.
Irkuck pozegnal nas temperatura -33 stopni.
a gdzie zdjecia? dks ;-)
OdpowiedzUsuńDanusiu, śledzę Was... wujek Tadeusz
OdpowiedzUsuńNa jednej z mszy był proboszcz z Irkucka, któy mówił że ich diecezja obejmuje obszar równy powierzchni Europy,a pracuje w niej ok 50 księży i 70 sióstr zakonnych. Ale chyba już Ci to mówiłam. Wesołych Świąt Zuzia, Błażej i dzieci.
OdpowiedzUsuń