Wrocilismy juz z Birmy do domu, tzn Bangkoku - jestesmy tu juz 3 raz i czujemy sie prawie jak u siebie.
W Myanmarze - Birmie bylo tak jak sie spodziewalismy - fantastycznie i z wieloma przygodami. Niestety nie damy rady wszystkiego teraz opisac - mysle, ze musialabym spedzic przed komputerem kilkanascie godzin, a nie mamy na to ani czasu, ani ochoty (w koncu sa wakacje ;) ). Tak wiec pelne relacje z Birmy, dla tych, ktorzy beda zainteresowani tym jak bylo, pojawia sie na blogu juz po naszym powrocie do Polski. Jutro z samego rana (znow wyjazd z hotelu o 4 - jupi) lecimy do New Delhi, koczujemy tam trzy godziny i przesiadamy sie na samolot do Kathmandu. Tam pewnie tez nie za bardzo bedziemy miec czas na internet, poniewaz na drugi dzien po przylocie ruszamy do Pokhary, a potem w miare szybko na trekking w Himalaje!! Jestesmy super podekscytowani, bo to jeden z hajlajtow naszego wyjazdu. Juz nawet pal licho, ze tyle czasu trzeba bedzie spedzic w samolocie (brr).
Wracajac do Birmy udalo nam sie zobaczyc wlasciwie wszystko, co sobie zaplanowalismy. Co prawda jezdzilismy po niej zygzakiem, a nie tak jak normalni ludzie po kolei, ale wybierajac taki kraj jak Myanmar, trzeba spodziewac sie nieprzewidzianych akcji i sytuacji. Co jest najwspanialszego w tym kraju? Ludzie. Ludzie o tak pieknym i szerokim usmiechu, tak sympatyczni, ze jak sie na nich patrzy, to od razu w mozgu wydziela sie jakas masa endorfin. Birma jest tez krajem, w ktorym czas sie zatrzymal, rolnicy pracuja na polu drewnianym plugiem zaprzegnietym do wola, a ludzie mieszkaja w bambusowych chatach. To kraj, w ktorym jezdzi sie 50-letnimi samochodami, 120 km przebywa sie 8 h w autobusie, do ktorego pomimo szczelnych okien dostaja sie tumany kurzu i kraj, gdzie kobiety chodza z twarzami wysmarowanymi glinka, a mezczyzni zuja betel i wszedzie pluja czerwona jak krew slina. To rowniez kraj, ktory od wielu lat rzadzony jest przez junte wojskowa, utrudniajaca zwyklym obywatelom zycie, hamujaca rozwoj kraju i utrzymujaca go w biedzie i niepokoju. A bieda jest straszna. Ludzie zyja w warunkach naprawde skrajnych, na co oczywiscie bardzo ciezko patrzec.
A co odwiedzilismy w Birmie? Zaraz po przylocie do Rangonu wsiedlismy do autobusu, nie wjezdzajac nawet do miasta i ruszylismy do Kyaiktiyo, zobaczyc zloty kamien dyndajacy na brzegu skaly - nie wiadomo za bardzo jak on sie tam trzyma, co nie przeszkodzilo birmanczykom zbudowac na jego czubku stupe. Nastepnie chcielismy jechac do Kalaw i Inle Lake, ale przez przypadek wyladowalismy w Mandalay (obiecuje szczegolowe relacje po powrocie). Potem znow chcielismy jechac do Inle Lake, ale wyladowalismy w Bagan... Potem w koncu wyladowalismy w nieszczesnym Inle Lake, gdzie na roznorakich aktywnosciach spedzilismy kilka dni, a nastepnie wrocilismy do Rangonu, gdzie spedzilismy dwa ostatnie dni. Dwa tygodnie minely nam niezwykle szybko i troche zal bylo wyjezdzac, pewnie pare rzeczy mielibysmy ochote tam jeszcze zrobic...
Na pytanie czy jechac do Birmy jest tylko jedna odpowiedz: jechac, ALE... przygotowac sie na niewygody i podrozowac odpowiedzialnie, wspierajac prywatne osoby i jak najmniej pieniedzy pompowac do kasy rzadu. Obszerniej napiszemy o tym pozniej.
A teraz zegnam sie juz, pora sie spakowac i zobaczyc czy miescimy sie w 20 kg :) Troche tych manatkow sie nazbieralo przez te trzy miesiace.
Pozdrawiamy naszych aktywnych fanow - komentatorow bloga - bardzo zawsze sie cieszymy z kazdej pozostawionej wiadomosci :)
Kurcze, to już prawie 4 miesiące! Jak szybko to uciekło! Czekam na pocztówę z Nepalu!
OdpowiedzUsuńTommy
Panie Ambasadorze!
OdpowiedzUsuńKurde, jak to sie dzieje, ze ja sie teraz dowiaduję, ze Pan na takich labach.. ;)
Super Foty.
btw. tez jedziemy do Birmy za miesiąc, stąd z dużą ciekawościa przeczytałem Wasz wpis!
Macie jakies ciekawe sugestie?
Kiedy wracacie (czytaj kiedy mozemy sie umówić na picie piwa przy zdjeciach)? (dawno się w sumie nie widzielismy, ale tego nie moge przegapic)
Wielkie Pozdro!
Zagrzej