piątek, 21 stycznia 2011

Do srodka Panstwa Srodka

Do Chin wjechalismy jak przystalo na komunistyczne mocarstwo: przy dzwiekach walca, na lsniacy peron, przy rowniotko przystrzyzonych trawnikach. Jednym slowem – miasto propagandy. Graniczne Erlian to kilka ulic na krzyz na srodku pustyni Gobi. Zapoznalismy dwoch Amerykanow, ktorzy tak jak my chcieli sie przesiasc do nocnego autobusu do Pekinu. Ruszylismy z lekkim 1-godzinnym opoznieniem autobusem sypialnym (3 rzedy lozek na dwoch poziomach). Oczywiscie wymiary lozek sa azjtyckie wiec zmiescilem sie tam tylko w polowie. Zaraz po opuszczeniu propagandowego miasta skonczyla sie elegancka autostrada, a zaczela klasyczna chinska droga, czyli cos porownywalnego z mongolskim stepem. Podroz przez to byla daleka od komfortowej wiec mocno niewyspani zajechalismy do stolicy Chin ok 4:00 rano, wysidajac gdzies miedzy 2 a 3 obwodnica (w Pekinie jest ich 6, i co roku przybywa), co oznaczalo 2h spacerku do centrum, bo komunikacja miejska jeszcze nie odpala o tak wczesnej porze.
Po zalogowaniu sie do hostelu rozpoczelismy atak na miasto. Klasyka turystyczna: plac Tiananmen, Zakazane Miasto, Swiatynia Nieba, Palac Letni. Kontynuujac swoj narciarski epizod azjatycki zaliczylismy podpekinskie Nanshan. Nastepnym przystankiem byl punkt obowiazkowy - Mur Chinski. Najwieksze wrazenie sprawialy fragmenty nie udostepnione turystom, nie odrestaurowane, w czesciowej ruinie. Oczywiscie nie omieszkalismy zaliczyc takowe ;)
W dalszej czesci podrozy zdecydowalismy sie obrac sciezke zachodnia, a wiec odpuscilismy Szanghaj i Hong Kong. Zmeczyl nas zgielk wielkich miast chinskich, wiec postanowilismy pojechac spokojniejsza trasa.

Kolejnym przystankiem bylo Xian - dawna stolica. Zaliczylismy rowerowo mury obronne podczas sympatycznej 14 kilometrowej przejazdzki. Ale glowna atrakcja okolic Xian jest armia terakotowa. Generalnie mocno przereklamowana atrakcja turystyczna, bo wydaje sie ze oddali to do zwiedzania konczac 25% prac archeologicznych. Reszta jest w toku, lub w ogole zapewne nie bedzie podjeta. Oczywiscie znaczek UNESCO Heritage winduje cene biletu do 50zl ale jak zwykle chinczycy nabrali sie na nasze niewazne karty ISIC i karty biblioteczne UW, co dalo nam 50% znizki.

Kolejnym przystankiem bylo Chengdu, ale to juz w kolejnym poscie...

1 komentarz:

  1. Witajcie Kochani ! Lowcy wspanialych przygöd oraz dostarczyciele barwnych opisöw rzeczywistosci!!!
    Znowu jestesmy zachwyceni kolejnym doniesieniem z wielkiego i miliardowego jednoczesnie Azjatyckiego Mocarstwa-Chin.Niestety , ale tak jak opisujecie mozna bylo sobie tego .....Kolosa na glinianych nogach wyobrazic!
    Tylko tam gdzie oni chca cos pokazac jest udostepnione dla turystöw, ale juz kilka metröw dalej spogladnac, to ...pozal sie Boze ! Bieda! Bieda,i zastraszenie w stylu komunistycznym!Tylko badzcie ostrozni, aby gdzies za daleko sie nie wychylac, bo bedziecie zaraz uznani za ...Persona Nongrata, a to wiaze sie z przykrymi konsekwencjami w stylu Komuny !
    Kto sie za Was wtedy wstawi?
    Trzymamy mocno za Was kciuki jak tylko mozna, przesylajcie dalej tak wspaniale wiesci z Waszych przygöd, jestesmy chlonni wszystkiego co Wasze czujne Sokole oczy wypatrza i co nam przekazecie ! Pozdrawiamy Was goraco ,trzymajcie sie zdrowo , Wasz Fan Club z
    Düren !!!

    OdpowiedzUsuń